Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz nowe stworzenie (Gal 6:15).
Gdyby poproszono mnie o podsumowanie chrześcijańskiego orędzia dla naszych czasów w dwóch słowach, powiedziałbym za Pawłem: jest to orędzie o „Nowym Stworzeniu”. O Nowym Stworzeniu czytaliśmy nieco w Drugim Liście Pawła do Koryntian. Pozwólcie, że powtórzę jedno z jego zdań w dosłownym przekładzie: „Jeżeli ktoś pozostaje w jedności z Chrystusem, jest nowym bytem; dawny stan rzeczy przeminął; oto nastał nowy stan rzeczy”. Chrześcijaństwo jest orędziem o Nowym Stworzeniu, Nowym Byciu, Nowej Rzeczywistości, która ukazała się wraz z nadejściem Jezusa – nazwanego Chrystusem właśnie z tego, i tylko z tego powodu. Chrystus bowiem – Mesjasz, wybrany i namaszczony – to Ten, który przynosi nowy stan rzeczy.
Wszyscy żyjemy w dawnym stanie rzeczy, a pytanie, jakie stawia przed nami nasz tekst, brzmi: czy uczestniczymy także w nowym stanie rzeczy? Należymy do Starego Stworzenia, a wymaganiem, jakie stawia przed nami chrześcijaństwo, jest to, abyśmy uczestniczyli również w Nowym Stworzeniu. Znamy samych siebie w naszym starym byciu i w tej godzinie zadam sobie i wam pytanie, czy doświadczyliśmy także czegoś z Nowego Bycia w nas samych.
Czym jest to Nowe Bycie? Paweł odpowiada najpierw, mówiąc, czym ono nie jest. Twierdzi, że nie jest ono ani obrzezaniem, ani nieobrzezaniem. Dla Pawła i czytelników jego listu oznaczało to coś bardzo konkretnego. Oznaczało to, że bycie Żydem bądź poganinem nie ma ostatecznego znaczenia; że liczy się tylko jedno – mianowicie zjednoczenie z Tym, w którym obecna jest Nowa Rzeczywistość.
Obrzezanie czy nieobrzezanie – co to oznacza dla nas? Może to również oznaczać coś bardzo konkretnego, a zarazem niezwykle uniwersalnego. Oznacza to, że żadna religia jako taka nie wytwarza Nowego Bycia. Obrzezanie to obrzęd religijny przestrzegany przez Żydów; ofiary to obrzędy religijne sprawowane przez pogan; chrzest to obrzęd religijny praktykowany przez chrześcijan. Wszystkie te obrzędy nie mają znaczenia – liczy się tylko Nowe Stworzenie. A skoro obrzędy te, mówiąc słowami Pawła, reprezentują całą religię, do której należą, możemy powiedzieć: żadna religia nie ma znaczenia – liczy się tylko nowy stan rzeczy.
Zastanówmy się nad tym uderzającym twierdzeniem Pawła. Mówi ono przede wszystkim, że chrześcijaństwo jest czymś więcej niż religią; jest orędziem o Nowym Stworzeniu. Chrześcijaństwo jako religia nie jest ważne – jest jak obrzezanie lub jak nieobrzezanie: niczym więcej i niczym mniej! Czy jesteśmy w stanie choćby wyobrazić sobie konsekwencje tego apostolskiego orzeczenia dla naszej sytuacji?
Chrześcijaństwo w dzisiejszym świecie napotyka rozmaite formy obrzezania i nieobrzezania. Obrzezanie może dziś oznaczać wszystko to, co nazywa się religią; nieobrzezanie – wszystko to, co nazywa się świeckością, lecz rości sobie pretensje na poły religijne [half-religious claims]. Obok chrześcijaństwa istnieją wielkie religie: hinduizm, buddyzm, islam oraz pozostałości klasycznego judaizmu; mają one swoje mity i swoje obrzędy – by tak rzec, swoje „obrzezanie” – które nadaje każdej z nich odrębność. Istnieją ruchy świeckie: faszyzm i komunizm, świecki humanizm oraz idealizm etyczny. Starają się one unikać mitów i obrzędów; reprezentują, by tak rzec, nieobrzezanie. Mimo to one również roszczą sobie prawo do prawdy ostatecznej i domagają się całkowitego oddania.
Jak chrześcijaństwo ma stanąć wobec nich? Czy chrześcijaństwo powinno im powiedzieć: „Przyjdźcie do nas, jesteśmy lepszą religią, nasz rodzaj obrzezania lub nieobrzezania stoi wyżej niż wasz”? Czy mamy zachwalać chrześcijaństwo, nasz styl życia – zarówno w wymiarze religijnym, jak i świeckim? Czy mamy czynić z chrześcijańskiego orędzia historię sukcesu i mówić ludziom niczym w reklamie: „Spróbujcie z nami, a przekonacie się, jak ważne jest chrześcijaństwo dla każdego”? Niektórzy misjonarze, duchowni i chrześcijańscy laicy posługują się tymi metodami. Dają w ten sposób wyraz całkowitemu niezrozumieniu chrześcijaństwa
Apostoł, który był jednocześnie misjonarzem, duszpasterzem i człowiekiem świeckim, mówi coś zupełnie innego. Mówi: żadna poszczególna religia nie ma znaczenia, ani nasza, ani wasza. Chcę wam jednak powiedzieć, że wydarzyło się coś, co ma znaczenie – coś, co osądza was i mnie, waszą religię i moją religię. Dokonało się Nowe Stworzenie, objawiło się Nowe Bycie – i wszyscy jesteśmy wezwani, by w nim uczestniczyć.
Powinniśmy zatem mówić poganom i Żydom, gdziekolwiek ich spotkamy: Nie porównujcie waszej religii z naszą religią, waszych obrzędów z naszymi obrzędami, waszych proroków z naszymi prorokami, waszych kapłanów z naszymi kapłanami, pobożnych pośród was z pobożnymi pośród nas. Wszystko to na nic się nie zda! A przede wszystkim nie sądźcie, że chcemy nawrócić was na chrześcijaństwo angielskie czy amerykańskie, na religię świata zachodniego. Nie chcemy nawracać was na nas samych, nawet na to, co w nas najlepsze. To byłoby bezcelowe. Chcemy jedynie ukazać wam coś, co ujrzeliśmy, i oznajmić wam coś, co usłyszeliśmy: że pośród starego stworzenia istnieje Nowe Stworzenie i że to Nowe Stworzenie manifestuje się w Jezusie zwanym Chrystusem.
A kiedy spotykamy faszystów i komunistów, naukowych humanistów i etycznych idealistów, powinniśmy im powiedzieć: Nie przechwalajcie się zbytnio tym, że nie macie obrzędów ani mitów, że jesteście wolni od przesądów, że jesteście doskonale racjonalni, nieobrzezani w każdym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze, wy również macie swoje obrzędy i mity, waszą cząstkę obrzezania – są one dla was wręcz ogromnie ważne. Lecz nawet gdybyście byli od nich całkowicie wolni, nie mielibyście powodu, by powoływać się na swoje nieobrzezanie. To na nic się nie zda. Nie sądźcie, że chcemy odwieść was od waszego stanu świeckiego ku stanowi religijnemu, że chcemy uczynić was religijnymi i włączyć was do wzniosłej religii, jaką jest chrześcijaństwo, oraz do wspaniałej denominacji w jej łonie – mianowicie naszej własnej. To na nic by się nie zdało. Chcemy jedynie podzielić się z wami doświadczeniem, jakie stało się naszym udziałem: że tu i ówdzie w świecie oraz raz po raz w nas samych obecne jest Nowe Stworzenie – zazwyczaj ukryte, lecz niekiedy objawione, a z całą pewnością objawione w Jezusie zwanym Chrystusem.
W ten właśnie sposób powinniśmy przemawiać do wszystkich spoza kręgu chrześcijańskiego, bez względu na to, czy są religijni, czy świeccy. I nie powinniśmy nazbyt się martwić o religię chrześcijańską, o stan Kościołów, o liczbę członków i doktryny, o instytucje i duchownych, o kazania i sakramenty. Wszystko to jest obrzezaniem; a jego brak – sekularyzacja, która rozprzestrzenia się dziś po całym świecie – jest nieobrzezaniem. Jedno i drugie jest niczym, nie ma żadnego znaczenia, gdy padnie pytanie ostateczne: pytanie o Nową Rzeczywistość. Pytanie to ma jednak nieskończone znaczenie. Powinniśmy troszczyć się o nie bardziej niż o cokolwiek innego między niebem a ziemią. Nowe Stworzenie – oto nasza troska ostateczna; oto co powinno być naszą nieskończoną pasją – nieskończoną pasją każdego człowieka. To ma znaczenie; to jedno ma znaczenie ostateczne. W porównaniu z tym wszystko inne – nawet religia czy niereligijność, nawet chrześcijaństwo czy niechrześcijaństwo – znaczy bardzo niewiele, a ostatecznie nie znaczy nic.
Pozwólcie mi teraz przez chwilę przechwalać się faktem, że jesteśmy chrześcijanami, i stańmy się przez to chlubienie głupcami – jak sam siebie nazwał Paweł, gdy zaczął się przechwalać. Wielkość chrześcijaństwa polega na tym, że potrafi ono dostrzec własną znikomość. Znaczenie bycia chrześcijaninem tkwi w tym, że potrafimy znieść wgląd w to, iż nie ma to żadnego znaczenia. Duchowa moc religii polega na tym, że ten, kto jest religijny, potrafi bez lęku spojrzeć na marność religii. Najdojrzalszym owocem chrześcijańskiego zrozumienia jest pojęcie, że chrześcijaństwo jako takie na nic się nie zda. To jest właśnie przechwalanie się – nie osobiste, lecz chlubienie się chrześcijaństwem. Jako przechwałka jest to głupstwem. Lecz jako chlubienie się faktem, że nie ma się czym chlubić, jest to mądrość i dojrzałość. Posiadanie tak, jakby się nie posiadało – oto właściwa postawa wobec wszystkiego, co w życiu wielkie i wspaniałe, nawet wobec religii i chrześcijaństwa. Lecz nie jest to właściwa postawa wobec Nowego Stworzenia. Wobec niego właściwą postawą jest żarliwa i nieskończona tęsknota.
A teraz pytamy ponownie: czym jest to Nowe Bycie? Nowe Bycie nie jest czymś, co po prostu zajmuje miejsce Starego Bycia. Jest ono odnowieniem tego, co Stare – co uległo zepsuciu, zniekształceniu, rozbiciu i niemal zniszczeniu. Lecz nie całkowitemu zniszczeniu. Zbawienie nie niszczy stworzenia; przekształca ono Stare Stworzenie w Nowe. Dlatego o tym, co Nowe, możemy mówić w kategoriach od-nowy: przez potrójne „re”, mianowicie pojednanie [reconciliation], zjednoczenie na nowo [reunion], zmartwychwstanie [resurrection].
W swoim liście Paweł łączy Nowe Stworzenie z pojednaniem. Orędzie pojednania brzmi: Pojednajcie się z Bogiem. Przestańcie być wobec Niego wrodzy, On bowiem nigdy nie jest wrogi wobec was. Orędzie pojednania nie polega na tym, że to Bóg potrzebuje pojednania. Jakże mógłby go potrzebować? Skoro to On jest źródłem i mocą pojednania, któż mógłby Go pojednać? Poganie, Żydzi i chrześcijanie – my wszyscy próbowaliśmy i wciąż próbujemy jednać Go ze sobą za pomocą obrzędów i sakramentów, modlitw i nabożeństw, moralnego postępowania oraz dzieł miłosierdzia. Lecz jeśli tego próbujemy – jeśli usiłujemy dać Mu cokolwiek, okazać dobre uczynki, które mogłyby Go przebłagać – ponosimy klęskę. To nigdy nie wystarcza; nigdy nie jesteśmy w stanie Go zadowolić, ponieważ spoczywa na nas nieskończone wymaganie. A skoro nie potrafimy Go przebłagać, rodzi się w nas wobec Niego wrogość. Czy zauważyliście kiedykolwiek, jak wiele wrogości wobec Boga kryje się w głębi ludzi dobrych i uczciwych – tych, którzy przodują w dziełach miłosierdzia, w pobożności i religijnej gorliwości? Nie może być inaczej; człowiek żywi bowiem wrogość – świadomie lub nieświadomie – wobec tych, przez których czuje się odrzucony. W tym trudnym położeniu [predicament] znajduje się każdy z nas, bez względu na to, czy to, co go odrzuca, nazywa „Bogiem”, „naturą”, „przeznaczeniem” czy „warunkami społecznymi”. Każdy nosi w sobie wrogość wobec egzystencji, w którą został rzucony; wobec ukrytych sił, które determinują jego życie oraz losy wszechświata; wobec tego, co czyni go winnym i grozi mu zniszczeniem z powodu zaciągniętej winy.
Wszyscy czujemy się odrzuceni i wrodzy wobec tego, co nas odrzuciło. Wszyscy próbujemy to przebłagać, a ponosząc klęskę, stajemy się jeszcze bardziej wrodzy. Dzieje się to często niezauważenie dla nas samych. Istnieją jednak dwa objawy, których z trudem moglibyśmy nie dostrzec: wrogość wobec samych siebie oraz wrogość wobec innych. Tak często mówi się o pysze, arogancji, pewności siebie i samozadowoleniu u ludzi. Lecz w większości przypadków jest to jedynie powierzchowna warstwa ich bycia. Poniżej, na głębszym poziomie, kryje się samoodrzucenie, wstręt, a nawet nienawiść do samego siebie. Pojednajcie się z Bogiem – to oznacza jednocześnie: pojednajcie się z samymi sobą. My jednak nie jesteśmy pojednani; próbujemy przebłagać samych siebie. Usiłujemy uczynić się bardziej akceptowalnymi we własnym osądzie, a kiedy ponosimy porażkę, stajemy się jeszcze bardziej wrodzy wobec samych siebie. A ten, kto czuje się odrzucony przez Boga i odrzuca samego siebie, czuje się również odrzucony przez innych. W miarę jak narasta w nim wrogość wobec losu i wrogość wobec samego siebie, narasta w nim także wrogość wobec drugiego człowieka. Jeśli często przeraża nas nieświadoma lub świadoma wrogość, jaką ludzie okazują wobec nas, albo nasza własna wrogość wobec tych, o których sądzimy, że ich kochamy – nie zapominajmy: oni czują się odrzuceni przez nas; my czujemy się odrzuceni przez nich. Bardzo się starali, by zyskać naszą aprobatę, i ponieśli klęskę. My bardzo się staraliśmy, by zyskać ich aprobatę, i ponieśliśmy klęskę. I wrogość – ich i nasza – narastała. Pojednajcie się z Bogiem – to oznacza jednocześnie: pojednajcie się z innymi! Lecz nie oznacza to: próbujcie jednać innych, tak jak nie oznacza: próbujcie pojednać samych siebie. Próbujcie jednać Boga – a poniesiecie klęskę. Oto orędzie: objawiła się nowa rzeczywistość, w której jesteście pojednani. Aby wejść w Nowe Bycie, nie musimy niczego okazywać. Musimy jedynie być otwarci na to, by dać się mu pochwycić, chociaż nie mamy nic do okazania.
Bycie pojednanym – oto pierwszy znak Nowej Rzeczywistości. A bycie na nowo zjednoczonym to jej znak drugi. Pojednanie umożliwia ponowne zjednoczenie. Nowe Stworzenie to rzeczywistość, w której to, co rozdzielone, zostaje na nowo zjednoczone. Nowe Bycie objawia się w Chrystusie, ponieważ w Nim rozdzielenie nigdy nie przezwyciężyło jedności między Nim a Bogiem, między Nim a ludzkością, między Nim a Nim samym. To właśnie nadaje Jego ewangelicznemu obrazowi tę przytłaczającą i niewyczerpaną moc. W Nim spoglądamy na ludzkie życie, które zachowało jedność wbrew wszystkiemu, co pchało Go ku rozdzieleniu. On reprezentuje i zapośrednicza moc Nowego Bycia, ponieważ reprezentuje i zapośrednicza moc nienaruszonej jedności.
Tam, gdzie objawia się Nowa Rzeczywistość, człowiek czuje się zjednoczony z Bogiem – podłożem i sensem własnego istnienia. Posiada to, co nazywano miłością własnego losu, a co dziś moglibyśmy nazwać męstwem wzięcia na siebie własnego lęku. Doświadcza wówczas zdumiewającego uczucia ponownego zjednoczenia z samym sobą – nie w pysze i fałszywym samozadowoleniu, lecz w głębokiej samoakceptacji. Człowiek akceptuje samego siebie jako kogoś wiecznie ważnego, wiecznie kochanego, wiecznie zaakceptowanego. Wstręt do samego siebie, nienawiść do samego siebie zniknęły. Pojawia się centrum, kierunek, sens życia. Wszelkie uzdrowienie – cielesne i psychiczne – stwarza owo ponowne zjednoczenie człowieka z samym sobą. Gdzie dokonuje się prawdziwe uzdrowienie, tam obecne jest Nowe Bycie, Nowe Stworzenie.
Prawdziwe uzdrowienie nie zachodzi jednak tam, gdzie zaledwie cząstka ciała lub umysłu zostaje na nowo zjednoczona z całością, lecz tam, gdzie sama całość – całe nasze jestestwo, cała nasza osobowość – jednoczy się z samą sobą. Nowe Stworzenie jest stworzeniem uzdrawiającym, ponieważ sprawia ponowne zjednoczenie człowieka z samym sobą. Sprawia ono także ponowne zjednoczenie z innymi. Nic nie jest bardziej znamienne dla Starego Bytu niż oddzielenie człowieka od człowieka. Nic nie jest tak żarliwie upragnione jak uzdrowienie społeczne, jak Nowe Bycie w obrębie historii i relacji międzyludzkich. Religia i chrześcijaństwo podlegają surowemu oskarżeniu o to, że nie przyniosły zjednoczenia w ludzkiej historii. Któż mógłby zaprzeczyć słuszności tego zarzutu? A jednak ludzkość wciąż żyje; i nie mogłaby już żyć, gdyby potęga rozdzielenia nie była nieustannie przezwyciężana przez potęgę ponownego zjednoczenia, uzdrowienia i Nowego Stworzenia.
Tam, gdzie człowieka porusza ludzka twarz jako po prostu ludzka – choćby musiał przezwyciężyć osobistą niechęć, obcość rasową, konflikty narodowe czy różnice płci, wieku, piękna, siły, wiedzy oraz wszelkie inne, niezliczone przyczyny rozdzielenia – tam właśnie dokonuje się Nowe Stworzenie! Ludzkość trwa, ponieważ dzieje się to raz po raz. A jeśli Kościół, będący zgromadzeniem Bożym, posiada jakiekolwiek ostateczne znaczenie, to jest nim właśnie to znaczenie: że tutaj ponowne zjednoczenie człowieka z człowiekiem jest ogłaszane, wyznawane i urzeczywistniane – nawet jeśli tylko fragmentarycznie, w słabościach i zniekształceniach. Kościół jest miejscem, w którym ponowne zjednoczenie człowieka z człowiekiem staje się faktycznym wydarzeniem, chociaż ów Kościół Boży jest nieustannie zdradzany przez chrześcijańskie kościoły. Lecz mimo że zdradzane i wypędzane, Nowe Stworzenie zbawia i zachowuje to, przez co bywa zdradzane i wypędzane: kościoły, ludzkość i historię.
Kościół, podobnie jak wszyscy jego członkowie, popada na powrót z Nowego Bycia w Stare Bycie. Dlatego trzecim znakiem Nowego Stworzenia jest zmartwychwstanie. Słowo „zmartwychwstanie” kojarzy się wielu ludziom z martwymi ciałami opuszczającymi groby lub z innymi fantazyjnymi wyobrażeniami. Lecz zmartwychwstanie oznacza zwycięstwo Nowego stanu rzeczy – Nowe Bycie zrodzone ze śmierci tego, co Stare. Zmartwychwstanie nie jest wydarzeniem, które mogłoby nastąpić w jakiejś odległej przyszłości, lecz mocą Nowego Bycia do tworzenia życia ze śmierci tu i teraz, dzisiaj i jutro. Gdzie obecne jest Nowe Bycie, tam dokonuje się zmartwychwstanie – mianowicie stwarzanie ku wieczności z każdego momentu czasu. Stare Bycie nosi piętno rozpadu i śmierci. Nowe Bycie kładzie nowe piętno na dawnym. Z rozpadu i śmierci rodzi się coś o wiecznym znaczeniu. To, co pogrążone w niszczeniu, wyłania się w Nowym Stworzeniu. Zmartwychwstanie dzieje się teraz albo nie dzieje się wcale. Dokonuje się w nas i wokół nas, w duszy i w historii, w naturze i we wszechświecie.
Pojednanie, ponowne zjednoczenie, zmartwychwstanie – oto Nowe Stworzenie, Nowe Bycie, Nowy stan rzeczy. Czy w nim uczestniczymy? Orędziem chrześcijaństwa nie jest chrześcijaństwo, lecz Nowa Rzeczywistość. Nowy stan rzeczy objawił się, objawia się nadal; jest ukryty i widzialny, jest tam i jest tutaj. Przyjmijcie go, wejdźcie weń, pozwólcie mu się pochwycić.
Paul Tillich, The new being, New York 1955.