Przyczynek do interpretacji sensu historii (1926)
Wstęp
Ten esej, łączący dwa wykłady i kilka innych materiałów, został napisany nie bez oporu. Prawdziwe poznanie to zawsze miłość, zjednoczenie się ze swoim przedmiotem, który tym samym przestaje być jedynie przedmiotem. Z tym, co demoniczne, można się jednak zjednoczyć jedynie za cenę samozagłady: albo budzi się demon, który mieszka w każdym i gotów jest go zniszczyć, albo to, co twórcze w demoniczności, a ze względu na co w ogóle można o niej mówić, zostaje obnażone, wydobyte z głębin i przez to pozbawione treści. To dziwne doświadczenie: po mowie o tym, co demoniczne, następuje dzikość lub pustka, albo jedno i drugie; demon mści się za to, że został nazwany i zdemaskowany. Tylko prorok, który go zwycięża, może wymienić go po imieniu bez uszczerbku dla siebie.
Mimo to nie cofnięto się przed owym uszczerbkiem, ani teraz, ani w innych kontekstach, w nadziei, że to, co dla jednostki niebędącej prorokiem musi być szkodą, może stać się wzmocnieniem dla prorockiego ducha epoki, który przewyższa jednostkę. A o tym, że duch ten takiego wzmocnienia potrzebuje, ma przypomnieć krótka część końcowa, poświęcona demonom współczesności. Wiąże się z tym nadzieja, że ze zdefiniowania tego, co demoniczne, może wyłonić się nowe rozumienie prorockiego ducha przeszłości, a stamtąd rozumienie całej historii w świetle tego ducha.
To właśnie w imię tej podwójnej nadziei odważono się mówić o tym, o czym nie można mówić bezkarnie, o demonie.
I. Rzeczywistość i istota demonicznego
1. Obraz demonicznego
Sztuka ludów pierwotnych i Azjatów, ich wizerunki bóstw i fetysze, rzemiosło artystyczne oraz maski do tańca, przybliżyła się nam w ostatnim dziesięcioleciu nie tylko jako materiał etnologiczny, lecz także jako rzeczywistość artystyczna i religijna. Dostrzegliśmy, że sprawy te nas dotyczą, że wyrażają się w nich głębie rzeczywistości, które wprawdzie uszły naszej świadomości, lecz w warstwach podświadomych nigdy nie przestały określać naszego bycia. Historia sztuki, historia religii oraz psychologia nieświadomości wspólnie utorowały drogę do tych rzeczywistości; ich opis, interpretacja i ocena znajdują się wprawdzie dopiero w początkowej fazie, lecz w miarę swojego rozwoju muszą w decydujący sposób wpłynąć na naszą kondycję duchową.
Osobliwe napięcie kryje się w tych wytworach i sprawia, że przez tak długi czas pozostawały one niedostępne dla naszej zachodniej świadomości: niosą one ze sobą formy ludzkie, zwierzęce, roślinne, które jako takie rozumiemy i potrafimy ująć w ich artystycznej prawidłowości. Z tymi organicznymi elementami formy łączą się jednak inne, rozsadzające wszelką uchwytną dla nas organiczność. Nie możemy interpretować tych elementów jako braku artystycznej siły formotwórczej, jako prymitywizmu w duchu jakiejkolwiek teorii rozwoju czy jako granicy możliwości kształtowania, dewaluując w ten sposób ten cały ogromny dorobek ludzkości. Musimy raczej dostrzec, jak owe elementy przełamujące formę organiczną prowadzą do swoistej, wewnętrznie koniecznej i pełnej wyrazu formy artystycznej, w obliczu której mówienie o niedostatku sił twórczych świadczy jedynie o obcości i braku zrozumienia. Te destrukcyjne elementy, które rozbijają formę organiczną, same są elementami tego, co organiczne; ujawniają się jednak w sposób radykalnie gwałcący ukształtowany w naturze organiczny związek. Wybuchają z siłą urągającą wszelkim naturalnym proporcjom; ukazują się z taką mocą, w takim ułożeniu, zwielokrotnieniu i przekształceniu, że wprawdzie wciąż pozwalają rozpoznać organiczne podłoże, lecz zarazem czynią zeń coś całkowicie nowego. Narządy woli mocy jak dłonie, stopy, uzębienie, oczy oraz narządy siły rozrodczej jak piersi, uda, narządy płciowe, zyskują siłę wyrazu, która potrafi narastać aż do dzikiego okrucieństwa i orgiastycznego szału. Są to siły witalne, które podtrzymują żywą formę, lecz gdy stają się przemożne i uchylają się od podporządkowania nadrzędnej formie organicznej, stają się zasadami niszczycielskimi. Fakt, że możliwe jest uchwycenie tych twórczych prasił w momencie ich przełamywania formy organicznej i podporządkowanie ich jedności artystycznego kształtu, stanowi być może najbardziej zdumiewające zjawisko, jakie odsłaniają przed nami owe rzeźby i maski. Pokazuje on bowiem niezbicie: istnieje pozytywny sprzeciw wobec formy [ein positives Formwidriges], zdolny wejść w obręb formy artystycznej. Istnieje nie tylko brak formy, lecz także forma sprzeciwu wobec formy; istnieje nie tylko to, co mniej pozytywne, lecz także to, co przeciw-pozytywne. Od tej konsekwencji można by uciec jedynie poprzez zasadnicze odmówienie wartości estetycznych rzeźbie afrykańskiej czy wizerunkowi Śiwy, a więc poprzez absolutyzację estetyki klasycznej. Kto na taką konsekwencję nie potrafi się zdecydować, ten musi uznać, że ogólnoludzka sztuka objawia nam fakt pozytywnego sprzeciwu wobec formy, tego, co demoniczne.
To, co sztuka ludzkości ukazuje współczesności w sposób bezpośrednio przejmujący, historia religii potwierdza niewyczerpanym materiałem. Zarówno w witalno-orgiastycznych kultach natury, jak i w religiach formowania społeczno-etycznego oraz duchowego, a nawet w obrębie etycznych religii łaski, odnajdujemy niezliczone zjawiska i wyobrażenia odpowiadające owemu artystycznemu kształtowaniu. Święte demonie [Heilige Dämonien] tkwią w równej mierze w orgiastycznych kultach fallicznych, wiążących się z niszczeniem potencji twórczej, co w prostytucji sakralnej, polegającej na bezwarunkowym oddaniu sił rozrodczych na służbę bóstwa — są to postawy, które wraz ze swymi demonicznymi pierwiastkami sięgają aż po najwyższe formy mistyki ascetyczno-erotycznej. Święta demonia obecna jest w ekstatycznych mitach i orgiach rozszarpania — rozbrzmiewających echem na najwyższym szczeblu w sakralnej ofierze z bóstwa; tkwią w krwawej ofierze składanej bóstwu ziemi, które pożera życie, by nowe życie stwarzać — oto praskaza niszcząca człowieka demonia gospodarki. Święta demonia kryje się w kultach bogów wojny, którzy trawią moc, by moc dawać — prastarym obrazie demonii wojny. Górującym symbolem świętej demonii jest Moloch, który dla ocalenia polis pożera pierworodnych — prawzór wszelkiej demonii politycznej. Wreszcie najbardziej sugestywnym dla naszych czasów symbolem, sięgającym ostatecznej głębi świętej demonii, jest „Wielki Inkwizytor”, jakiego ujrzał Dostojewski i przeciwstawił Chrystusowi: religia, która wynosi samą siebie do rangi absolutu i dlatego musi zniszczyć Świętego, na którego imieniu się opiera — demoniczna wola mocy sakralnego bycia.
We wszystkich tych rzeczywistościach tkwi to samo napięcie, co w dziełach przedklasycznej sztuki ludzkości: nadrzędna forma, która jednoczy w sobie pierwiastek kształtujący i kształt niszczący, a tym samym to, co przeciw-pozytywne — pozytywne, a więc formotwórcze przeciwieństwo formy. Także w tym przypadku można by uniknąć owej konsekwencji jedynie poprzez zanegowanie duchowo ukształtowanego charakteru całej niehumanistycznej historii ludzkości: jej państwotwórczości i praworządności, jej form myślowych i kultowych.
Napięcie między tworzeniem formy a jej niszczeniem, na którym opiera się to, co demoniczne, odgranicza je od tego, co sataniczne, w czym destrukcja pomyślana jest bez tworzenia. Pomyślana jest — albowiem to, co sataniczne, nie posiada istnienia na wzór demonicznego. Aby istnieć, musiałoby być zdolne do przybrania postaci, a więc nieść w sobie resztkę stworzenia. To, co sataniczne, to negatywna, niszczycielska, wroga sensowi zasada działająca wewnątrz tego, co demoniczne, pomyślana w izolacji i urzeczowieniu. Dlatego tam, gdzie dąży się do tego, co sataniczne, jest ono niezdolne do urzeczywistnienia. Na przykład próba satanizacji mszy kościelnej w czarnej mszy jest po części bezpłodnym małpowaniem, po części zaś regresem do orgiastycznych demonii z historii religii. Prawdą jest, że demoniczność tym bardziej zbliża się do sataniczności, im słabsze są jej siły twórcze, im bardziej staje się pusta i negatywna. To zbliżenie może osiągnąć punkt, w którym wrażenie sataniczności pojawia się bezpośrednio. Wnikliwa analiza zawsze jednak zdoła stwierdzić ową demonicznie pozytywną resztkę. Także tam, gdzie Szatan charakteryzowany jest jako kusiciel, element demoniczny pozostaje jawny. Pokusa, która nie zakorzeniłaby się w twórczych siłach stworzenia — na przykład w woli mocy powiązanej z popędem poznawczym — nie ma punktu zaczepienia, nie jest żadną pokusą, gdyż nie zawiera w sobie dialektyki, owego „tak” i „nie”. Mitologicznie rzecz ujmując, Szatan jest najwyższym z demonów; ontologicznie rzecz ujmując, jest zawartą w demoniczności zasadą negatywną.
Dialektyka tego, co demoniczne, tłumaczy zmienne użycie słowa „demoniczny”. Zawsze zachowuje ono swe podstawowe znaczenie, o ile nie stało się jeszcze wyzutym z treści frazesem: jedność siły tworzącej formę i formę rozbijającej. Odnosi się to do demona, który rozstrzyga o wielkim losie rozsadzającym wszelkie zastane formy; odnosi się to do demona, który popycha osobowość poza granice jej danej formy ku kreacjom i zniszczeniom, których nie potrafi ona pojąć jako własne. Tam, gdzie brak pierwiastka niszczącego, można mówić o przewyższającej mocy, o genialności, o sile twórczej, lecz nie o demonii. I na odwrót: tam, gdzie dochodzi do głosu zniszczenie pozbawione formy twórczej, właściwe jest mówienie o braku, błędzie, rozpadzie czy czymś podobnym, ale nie o demonii. Na gruncie ukształtowanym humanistycznie istnieje skłonność do silniejszego przyporządkowywania tego, co demoniczne, samej formie oraz do wywodzenia wielkiego losu, jak i wielkiego dzieła bezpośrednio z demona, bez odniesienia do negacji. W dłuższej perspektywie prowadzi to jednak do wyjałowienia tego pojęcia. I odwrotnie: w epokach głęboko religijnych demoniczność bywa tak bardzo zbliżana do sataniczności, że znika jej potencja twórcza, a samo pojęcie staje się przez to nierealne. Głębią tego, co demoniczne, jest jego wewnętrzna dialektyka.
Ciąg dalszy nastąpi…
A: Tubingen: J. C. B. Mobr (Paul Siebeck), 1926. Sammlung gemeinverstandlicher Vortrage und Schriften aus dem Gebiet der Theologie und Religionsgescbichte, Nr. 119.
Zum Text in G. W. VI, S. 42-71 vgl. G. W. XIV, S. 42 und 144.
Englische Ubersetzung von Elsa L. Talmey: „The Demonic: A Contribution to the Interpretation of History” in: The Interpretation of History, New York: Scribners, 1936, S. 77-122.